Teoria widzenia. O Strzemińskim po raz pierwszy

Teoria widzenia. Wydanie krytyczne

Chciałbym jakoś bardziej błyskotliwie zacząć ten wpis, ale się nie da. Nie da się, bo chcę napisać dzisiaj o czymś tak genialnym, że słów brak.

Teoria widzenia

O Strzemińskim wspominałem już przy ostatnim tekście o Katarzynie Kobro – historia jest to tak przejmująco smutna i tak beznadziejna, że aż szkoda słów. Wojna, ciężkie kalectwo, awangarda, miłość, nienawiść (będzie o tym wkrótce wpis, piszę o tym w następnym tekście). Ale o tym wszystkim zapomina się, kiedy czyta się Teorię widzenia – dzieło życia Strzemińskiego, które ukazało się już po jego śmierci (pierwsze wydanie dopiero w 1958 roku, ale w odpisach krążyła już wcześniej).

Teoria widzenia miała swoją premierę jako wykłady z historii malarstwa, które Strzemiński wygłaszał na łódzkiej ASP. Wykłady Strzemińskiego szybko zyskały popularność wśród studentów, mimo że sam przedmiot przez całe lata zaliczał się do uczelnianych „michałków” – był niespecjalnie oryginalny i raczej nudny. Dzięki swojemu zaangażowaniu, charakterowi oraz wyjątkowości poglądów, udało się Strzemińskiemu doprowadzić do sytuacji, w której przedmiot ten zyskał status kultowego, a jego wykłady były oblegane.

Strzemiński systematycznie tępiony przez władze (głównie przez Włodzimierza Sokorskiego – ówczesnego Ministra Kultury, a późniejszego Przewodniczącego Komitetu ds. Radia i Telewizji) miał oczywiście zakaz publikacji. Mimo że bardzo starał się aby Teoria widzenia była zgodna z ówczesną doktryną (socrealizm), nie udało mu się doprowadzić do jej publikacji. Sama książka, czyli treść wykładów została zapisana i powielona przez najwierniejszych studentów (z późniejszymi uwagami autora).

Świadomość wzrokowa

Najważniejszym pojęciem teorii Strzemińskiego jest świadomość wzrokowa. Właśnie wokół niej zbudowana jest główna narracja książki. Strzemiński twierdzi, że fizyczny proces widzenia jest czymś krańcowo różnym od rozumienia tego co widzimy:

Naszego widzenia nie otrzymaliśmy w postaci gotowej i niezmiennej. Oko nasze ukształtowało się w wyniku długiej ewolucji biologicznej od form mniej doskonałych do tego co jest teraz. (…) Istnieją więc dwie ewolucje w zakresie widzenia. Jedną jest ewolucja naszego aparatu wzrokowego, rozwój oka (…). Obok (…) istnieje proces drugi: rozwój umiejętności korzystania z widzenia. Wnioskowanie na podstawie doznań wzrokowych staje się coraz bardziej dokładne. (…) Dlatego ten drugi proces w odróżnieniu od pierwszego, biologicznego, jest procesem historycznie uwarunkowanym.

Wynika z tego bardzo konkretne zjawisko – zmienność świadomości wzrokowej w czasie. Strzemiński kwestionuje fakt istnienia tylko jednego realizmu (sic!). Wydaje się to paradoksalne, bo czyż mogą istnieć różne realizmy? Okazuje się, że mogą i że istnieją. I nie jest to wcale jakieś faustowskie rozróżnienie, czy błyskotliwe łapanie za słówka i przekręcanie rzeczywistości. Strzemiński bardzo rzeczowo i bardzo konkretnie te realizmy pokazuje i objaśnia czym realizm starożytności różnił się od realizmu włoskiego renesansu i jak bardzo ten ostatni różni się realizmu francuskiego impresjonizmu. Teza Strzemińskiego jest w gruncie rzeczy prosta: zmieniająca się świadomość wzrokowa jest powiązana z – nazwijmy to umownie – estetyką i techniką malarstwa.

Załóżmy określony typ świadomości wzrokowej – a będziemy mieli określony typ plastyki. Dla wyrażenia naszej świadomości wzrokowej dobieramy odpowiedni zespół środków wyrazu. Każdy typ świadomości wzrokowej wymaga swoich odpowiadających mu środków wyrazu.

Nowe rozumienie rzeczywistości

O pewnych kwestiach z Teorii widzenia można pisać, bo można je jakoś skomentować/sparafrazować. Natomiast zasadnicza część książki, to krytyczny ogląd bardzo konkretnych obrazów. To jest typowa praca, którą wykonuje się na wykładzie, gdzie prowadzący coś wyświetla/pokazuje i komentuje. Teoria widzenia to właśnie taki wykład, a do tego sporo ilustracji (reprodukcji oraz szkiców) klaryfikujących wywody Strzemińskiego. Dzięki temu jesteśmy (zaprawdę, powiadam wam!) w stanie dać się prowadzić Strzemińskiemu za rękę.

Połowa książki to analizy dzieł rzeźby i malarstwa. I od razu zaznaczam – to nie jest książka o historii malarstwa czy historii sztuki. Przeglądałem ją w księgarni zaraz po ukazaniu się, ale odłożyłem na półkę – uznałem, że nie będę czytał książek o sztuce (wiadomo, że jedyna dobra sztuka, to sztuka mięsa), jakichś artystowskich rozważań. Dizajn – tak! Sztuka – nie! Bardzo się pomyliłem! Mimo, że jest to książka o malarstwie, to jest to też książka o bardzo konkretnym dizajnie. Nie dizajnie od strony projektanta, ale o dizajnie od strony użytkownika. Bo właśnie tym jest idea świadomości wzrokowej przeniesiona na grunt projekowania – uzmysłowienie sobie, że ludzie muszą dojrzeć do czegoś, nauczyć się patrzeć w odpowiedni sposób i wyciągać z tego patrzenia konkretne wnioski.

Lojalnie ostrzegam: po lekturze tej książki będziecie na świat patrzeć inaczej. I wcale nie dlatego, że uświadomicie sobie, że to co widzicie jest tym, co rozumiecie że widzicie. Strzemiński zabierze was w drogę, z której nie ma odwrotu. W szczególności dotyczy to rozumienia idei realizmu i całkowicie (naprawdę CAŁKOWICIE) nowego spojrzenia na impresjonizm.

Aż trudno mi sobie wyobrazić, jak dobrym nauczycielem musiał być Strzemiński. Jeśli osiąga się takie efekty za pomocą tekstu (miejscami niełatwego), to jak musiało to działać w sali wykładowej?

Teoria widzenia a marksizm

Teoria widzenia powstawała w najciemniejszym okresie powojennej Polski. Trudno zrozumieć, że legendarna postać przedwojennego malarstwa, regularnie angażująca się przed wojną w inicjatywy o charakterze lewicowym, była tak bardzo znienawidzona przez system. Powodem tego była bezkompromisowa postawa Strzemińskiego wobec sztuki. Próby jej cenzurowania czy narzucania pewnych rozwiązań (socrealizm) dla człowieka pokroju Strzemińskiego były zakwestionowaniem całego światopoglądu. Stąd wynikał jego sprzeciw wobec obowiązującej doktryny. A ponieważ był on postacią powszechnie znaną, jego kwestionowanie oficjalnej linii stanowiło dla władz duży problem.

W swojej przedmowie Iwona Luba podkreśla, że dodane przez Strzemińskiego fragmenty o charakterze marksistowskim są łatwo identyfikowalne. Nie podzielam tej opinii (co do stopnia raczej). Rzeczywiście, dość regularnie trafia się w tekście na odniesienia do marksizmu: są klasy, jest walka, jest postęp i świadomość klasowa. Mój problem z tym wszystkim jest raczej taki, że w większości przypadków idea rozwoju świadomości wzrokowej jest co do zasady bardzo zbieżna z marksowską ideą rozwoju świadomości klasowej. Na nieco innym wymiarze, ale hasło „byt określa świadomość” jest w pełni adekwatny także do rozważań Strzemińskiego. Nie zmienia to faktu, że większość tych odwołań została dodana tylko w celu doprowadzenia do publikacji Teorii widzenia.

Na koniec

Jeżeli macie jakikolwiek związek z aktywnościami wizualnymi, to ta książka jest dla was. Malujecie? Na Boga, przeczytajcie! Rysujecie? Śmiało! Rzeźbicie? Składacie modele? Malujecie figurki? Lektura obowiązkowa (naprawdę, zupełnie inaczej się myśli o malowaniu i cieniowaniu). Albo po prostu zwyczajnie interesujecie się malarstwem? Koniecznie!

Teoria widzenia, to dzieło przełomowe i genialne. To wyniku przemyśleń całego dorosłego życia Strzemińskiego. Całego życia podporządkowanego poszukiwaniu i rozumieniu sztuki. Jeśli myślimy o idei awangardy, to stale przesuwając granice, stale odrzucając kolejne teorie (także własne), w poszukiwaniu nowości i granic Strzemiński wyznaczał jej wzorzec.

Przestrzegam przed potraktowaniem tego co napisałem jako streszczenia całości! Koniecznie przeczytajcie oryginał, szczególnie, że za niewielkie pieniądze można go teraz kupić. Wydane przez Muzeum Sztuki w Łodzi krytyczne wydanie Teorii widzenia zachwyca jakością. Poskładane zgodnie z założeniami druku funkcjonalnego (opracowanej przez Strzemińskiego polskiej wersji Nowej Typografii), mimo że szeryfowe, to jednak asymetryczne. Piękne po prostu. Do tego jeszcze opatrzone świetną przedmową Iwony Luby. Kupowałbym i czytałbym. Poważnie.

Z książek które przeczytałem w tym roku (a kilka ich już było), ta jest chyba najważniejsza.

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *