Spółdzielnia w roli miasta

Miasto w działaniu

Miasto w działaniu to książka bardzo niepozorna. Żółta okładka niby przyciąga wzrok, ale chwilę potem trochę się od niej odpada, głównie z powodu nie tak bardzo znowu krótkiego podtytułu – Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa – dobro wspólne w epoce nowoczesnej. Z jednej strony jest więc miasto, z drugiej – bardzo konkretne spółdzielnia mieszkaniowa.

Miasto w działaniu

Jako że w tytule jest nowoczesność, a ostatnio czytałem kilka rzeczy luźno łączących się z ideą spółdzielczości, postanowiłem że to chyba pora na Miasto w działaniu. I to była bardzo dobra decyzja, bo książka zachwyca! Obawiałem się trochę warszawskości tej książki, że będzie zbyt hermetyczna dla kogoś, kto dopiero zaczął tutaj mieszkać; że będzie to historyczna monografia WSMu; że mało będzie o mieście (a raczej o Mieście); że będzie tylko o budynkach i ogólnie takie-takie.

Magdalena Matysek-Imielińska (Uniwersytet Wrocławski) napisała świetną książkę o wyjątkowym (jeśli chodzi o skalę) miejskim projekcie modernizacyjnym. Bo wbrew moim pierwszym obawom, to jest właśnie opowieść o mieście: o wspólnotowości, o nowoczesności, o upodmiotowieniu.

Żoliborski projekt to ideologiczne i socjologiczne laboratorium nowoczesności. Z pewnością można go analizować w kontekście historii idei, jednak ciekawsze może okazać się zbadanie, jak owe socjalistyczne spółdzielcze i antykapitalistyczne idee zostały wcielone w życie. (…) Istotne wydaje mi się również pytanie o performatywne możliwości architektury oraz rolę samego architekta, który wierzył że może kreować relacje społeczne.

Modernizm wczoraj

Nie wiem czy książkę tę należy traktować bardziej w kategoriach historycznych, socjologicznych, antropologicznych czy politologicznych. Kompleksowość działań WSMu nawet dzisiaj robi wrażenie. Startując od zera, w ciagu kilkunastu lat udało się Spółdzielni zbudować w sanacyjnej rzeczywistości oazę otwartego, społecznego socjalizmu.

Jednak nie o etykiety tutaj chodzi – niestety, już się tak teraz nie myśli i nie działa. Stopień partycypacji, wiary w to, że przyszłość będzie inna, wspólnotowości i społecznikostwa – jest teraz znacznie mniejszy. To jest książka przede wszystkim o poczuciu wspólnoty przed prawie 100 laty… i o tym jak coś zanika i nie da się czegoś wskrzesić.

Bardzo podobają mi się wątki nieoczywiste, pokazujące odmienność rzeczywistości WSM od tego, co działo się poza nią – ot chociażby ciekawa obserwacja, dotycząca projektu kuchni Barbary Brukalskiej i bardziej konserwatywnego Związku Pań Domu.

(…) Projekty Brukalskiej realizowane (…) na użytek WSM to próby propagowania na żoliborskim osiedlu nowoczesnego stylu życia, wzorowanego na demokratycznych społeczeństwach, w których zawodowo aktywne kobiety wychodzą na posiłek (lunch) relaksując się i wypoczywając, w domu zaś szybko i sprawnie organizują rodzinną kolację.

Kuchnia Brukalskiej wizualizowana jest z nowoczesną, krótko obciętą kobietą w modnym ubraniu (w książce jest sporo ilustracji). Podobne propozycje urządzenia kuchni zaprezentowane przez Związek Pań Domu zwracają jednak uwagę czymś innym:

Aranżacją i racjonalną organizacją przestrzeni nie różnią się od pomysłów Brukalskiej. (…) Modelka, to już nie szczupła i wysportowana i nowoczesna kobieta, lecz raczej skupiona, stateczna gospodyni z białą chustką na głowie.

Modernizm dzisiaj

Miasto w działaniu to kolejna próba (słusznej!) obrony modernizmu. Modernizmu rozumianego nie w kategoriach estetycznych, ale społecznych – zaangażowania i próby naprawy świata przy wykorzystaniu dizajnu. Bo modernizm żyje i ma się dobrze. Postmodernistyczna autokreacja okazała się pusta i jedyna realna alternatywa to nowy modernizm: uczący się na błędach z przeszłości, bardziej ludzki, mniej zarządczy i bardziej partycypacyjny. Dla jasności: tego u Imielińskiej nie znajdziecie, to moje „przemyślenia”.

Książka Matysek-Imielińskiej to świetny przykład nowoczesnej literatury miejskiej – znacząco wychodzącej poza klasycznie rozumiane zagadnienia architektury i urbanistyki. To jest właśnie rozumienie miasta jako czegoś więcej, niż tylko przestrzeni. Święty Augustyn rozróżniał między urbs i civis – to jest właśnie książka o tym, jak urbs przekształca się w civis. I właśnie mieszkańcy osiedli WSMu takimi obywatelami się stają.

To o czym opowiada Imielińska to próba stworzenia na osiedlach „nowego człowieka”. Może nie zupełnego ukształtowania go na nowo, ale doprowadzenia do sytuacji, w której mieszkańcy WSM będą hołdować demokratycznym i socjalistycznym ideałom. Stąd ogromny nacisk na samorządność, zajęcia edukacyjne czy różne formy aktywności.

Tęsknota za utopią

Książka Imielińskiej to nie tylko opis, to także głos teoretyczny. Regularnie pojawiają się w niej odniesienia do koncepcji Ruth Levitas czy Russella Jacoby. Nie ukrywam, że akceptacja dla myślenia kategoriami utopijnymi jest mi bardzo bliska. Punktem wyjścia jest tu założenie, że

(…) koncepcja utopii ma charakter raczej analityczny i krytyczny, a nie opisowy. (…) Myślenie utopijne jako metoda pozwala dostrzegać i realizować „codzienny utopizm”, czyli różnego rodzaju praktyki społeczne zmierzające do wytworzenia nowych zwyczajów i alternatywnych instytucji.

Chciałoby się krzyknąć „nareszcie!”.

Jako uzupełnienie do Miasta w działaniu postanowiłem przeczytać coś bardziej detalicznego. Spółdzielczość jako organizacja gospodarcza w II RP. Wybór pism to zbiór tekstów źródłowych związanych z szeroko pojętą spółdzielczością. Niektóre z nich ukazały się na samym początku XX wieku, a ostatnie pochodzą z drugiej połowy lat 30-tych.

Cóż, czas nie był specjalnie łaskawy dla tych tekstów. Co ciekawe, nie zestarzała się jakoś specjalnie idea, a wręcz przeciwnie – jesteśmy obecnie świadkami swoistego renesansu myślenia spółdzielczego/kooperatywnego. Niezależnie od odmienności przyczyn (pierwsze spółdzielnie spożywców zakładane były głównie z powodów ekonomicznych, podczas gdy obecnie bardziej chodzi o produkty wysokiej jakości) fakt pozostaje faktem – spółdzielnie stają się ponownie popularne.

Kolejne teksty ze zbioru były dla mnie sporym zaskoczeniem – nie zdawałem sobie sprawy ze skali tego zjawiska w Dwudziestoleciu, a liczby robią tam wrażenie. Mam też refleksję, że zdiagnozowane już ponad 100 lat temu problemy nie zostały do tej pory rozwiązane. Problemy pozostały, ludzie pozostali… w sumie wiek, to nie aż tak długo (niestety).

Na koniec

Miasto w działaniu polecam bezwzględnie: zarówno osobom zainteresowanym historią Warszawy i zwykłym miłośnikom modernizmu. Ale przede wszystkim wszelkiej proweniencji działaczom ruchów miejskich – ta książka powinna być podręcznikiem wywierania wpływu na lokalne społeczności. Bo poza wielką ideą z tyłu (zmieniamy świat na lepsze), jest to opowieść o ogromnym sukcesie pragmatycznego podejścia. Sukcesie tym większym, że wywalczonym w bardzo niesprzyjającym środowisku zewnętrznym. Imielińska napisała książkę będącą idealną mieszanką teorii i praktyki, współczesności i historii.

Ze Spółdzielczością mam większy problem, bo to jest książka dużo bardziej hermetyczna. Polecałbym miłośnikom ekonomii (żeby zobaczyć jak kiedyś pisano) oraz historykom. Oraz miłośnikom typografii jako żywy pomnik Antykwy Półtawskiego, którym to krojem złożony jest tekst główny książki. Mnie samego zaskoczyła (in plus) swoistym dopasowaniem do języka polskiego. Na początku czułem się dziwnie, ale potem już jakoś szło.

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *