Futura. Krój naszych czasów

"Wystrzegaj się futury" i "Futura. The Typeface"

Dawno temu namierzyłem sobie dwie książki o typo, które chciałem przeczytać – Futura. The Typeface i Never Use Futura. Długo nie mogłem się zdecydować, ale w końcu kupiłem The Typeface. Przekonała mnie większa objętość i – patrząc tylko na fragmenty – większa detaliczność tej książki. Jakże ucieszyłem się, kiedy okazało się, że ukazuje się polska edycja Never Use Futura (pod tytułem Wystrzegaj się Futury) – wydana przez Karakter.

Warto chyba zacząć od prostej deklaracji – od dawna kocham Futurę czystą miłością typograficznego amatora. Nie rozumiejąc jej dizajnu, okoliczności powstania, całego story wokół, tego jak zmieniła świat – była dla mnie krojem, który miał w sobie coś. Z jednej strony była dla mnie w pewnym stopniu oczywista (w swojej prostocie), z drugiej ta oczywistość po chwili znikała i zostawał czysty funkcjonalizm.

Wystrzegaj się Futury

Szczerze polecam wszystkim osobom zajmującym się projektowaniem. I to wcale nie tylko tym, którzy pracują z typografią. Bo opowiadając swego rodzaju kulturową historię sukcesu Futury w USA (tak naprawdę o tym jest ta książka), opowiada jednocześnie o wzrastającej roli dizajnu w społeczeństwie.

Wystrzegaj się Futury nie jest oczywiście książką tylko Stanach. Trudno byłoby, wziąwszy pod uwagę, że Futura jest krojem tak przesyconym europejskością, że stanowi właściwie jej emanację (o tym dlaczego, piszę niżej). Jednocześnie chyba w żadnym innym kraju, Futura (czasami pod innymi nazwami) nie stała się synonimem komunikacji marketingowej. Właśnie to pokazuje przede wszystkim w swojej książce Douglas Thomas i to stanowi o jej największej sile.

Futura. Krój reklamy

Byłem w Stanach kilka razy i doświadczając wizualnie tamtejszej przestrzeni, odczuwałem ją jako z gruntu amerykańską. Zaskakujące, prawda? Autentycznym odkryciem wyniesionym z Wystrzegaj się Futury było uświadomienie sobie, że tę amerykańskość buduje Futura właśnie! To jest właśnie koszt bycia typograficznym amatorem – dany krój postrzegasz/rozpoznajesz tylko w jego najbardziej podstawowej odmianie. Wszelkiego rodzaju wersje condensed, których jako amator nie używam (a więc nie znam), były przeze mnie wypierane jako jakieś dodatki. Tymczasem amerykańska komunikacja wizualna zdominowana jest właśnie przez różnego rodzaju odmiany wąskiej wersji Futury. Szok i niedowierzanie.

Fascynująca jest też historia transferu Futury (i krojów pochodnych) do Stanów, sukcesu i prób oporu amerykańskich studiów projektowania krojów. Bo nie jest tak, że sukcesy Futury cieszyły wszystkich… byli przecież także ci, którzy na sukcesie Futury nie zarabiali. Świetna i bardzo prawdziwa opowieść o próbach wymuszenia zmian zachowań.

Futura. The Typeface

O ile Wystrzegaj się Futury jest lekko napisanym, pop-kulturowym spojrzeniem na Futurę (uwaga, to nie jest przytyk), o tyle Futura. The Typeface, to inna liga. Ta książka powstała na bazie wystawy, pokazującej wpływy Futury w miastach będących centrami ruchu awangardowego. Można powiedzieć, że jest to zbiór tekstów towarzyszących REWELACYJNEMU materiałowi fotograficznemu.

Futura. The Typeface

Teksty są dość krótkie i raczej specjalistyczne. Nie znaczy to jednak, że są hermetyczne – nie są. One są po prostu bardzo punktowe. O ile narracja u Thomasa jest ciągła (tak jak ciągłe są niektóre funkcje matematyczne), o tyle tutaj występuje nieciągłość, ale nie ma to większego znaczenia. Ta książka to jest klasyczna bombonierka – otwierasz pudełko i wybierasz co chcesz. A w środku same praliny…

O ile Wystrzegaj się Futury jest głównie o Stanach, o tyle The Typeface jest raczej o Europie. Stany też są oczywiście obecne (w rozdziałach: Nowy Jork i Księżyc), ale Europy jest więcej (Frankfurt, Berlin, Hanover, Monachium, Wiedeń, Praga, Paryż) i jest jakby bardziej osadzona w całym wątku awangardowym.

Futura. The Typeface

No i zdjęcia. Jezu, jakie tutaj są zdjęcia… Reprodukcje (w skali 1:1) wzorników, roboczych materiałów Rennera (między innymi tablic, na których naklejane były kolejne wersje modyfikowanych glifów). Dziesiątki (i to duże) wydawnictw i druków ulotnych (niektóre też w skali 1:1). Coś niesamowitego. Tę książkę się konsumuje oczami. I kiedy dociera się do jakiegoś objawienia i wydaje się, że już widziało się wszystko, kilka stron dalej trafia się na kolejną perełkę.

Futura. The Typeface

Futura. The Typeface cała poskładana jest Futurą. Dawno temu, przy okazji książki o ISOTYPE pisałem, że Futura nie nadaje się do składu dziełowego. Niniejszym publicznie odwołuję to co tam napisałem, bo The Typeface jest wspaniałym przykładem tego, że się nadaje. Jednocześnie widzę to, czego wcześniej jakoś sobie nie uświadamiałem – że każdym krojem można poskładać coś źle i to nie wina tego kroju. Na szczęście każdy kiedyś dojrzewa.

Futura a Rzym

Dlaczego zakochałem się w Futurze? Pewnie dlatego, że w gruncie rzeczy jestem wizualnym konserwatystą. Pragnąc zmiany, kocham tradycję i całe dziedzictwo kulturowe, które niesie. A Futura… no cóż, typograficznie dziedziczy jedno z najdoskonalszych wcieleń typografii: rzymskie wersaliki (w przypadku Rennera – z Kolumny Trajana). Sam Renner w roku 1922 (a więc jeszcze zanim zaczął pracę nad Futurą) pisał tak:

Unlike the Constructivist, who had become fashionable at that time, I didn’t want (…) to extol the virtues of the pair of compasses as a tool, but rather to rescue form from its vulgarization and bring it back to its original roots. In classical Roman capitals I saw the most intelectually inspired combination of the basic geometric shapes, with all the finer requirements that a typeface should fulfill.

Uświadomienie sobie bezpośredniego powiązania pomiędzy rzymskimi wersalikami było dla mnie szokujące. Kiedy się to przeczyta, kiedy się spojrzy na to rzymskie dziedzictwo, to odkrywa się znaczenie słowa „geniusz” dla opisania tego, co zrobił Renner. Na bazie hiper-klasyki dało mu się przecież stworzyć krój, który był stał się synonimem nowoczesności i awangardy! A jednocześnie cała idea tego kroju była transpozycją czegoś, co stanowi klasykę klasyki!

I w tym momencie człowiek uświadamia sobie, że Renner miał do dyspozycji tylko majuskułę, bo tylko ją znali Rzymianie. I że ta cała minuskułowa Futura, te wydłużenia, ta niewielka w sumie x-height i to dopasowanie do majuskuły, to kolejny przykład geniuszu w formie czystej. Kompozycyjne arcydzieło, wypracowane w ogromnym trudzie (co widać, kiedy ogląda się kolejnej poprawki i korekty na poziomie nawet nie mikro- ale nano).

Na koniec

Po przeczytaniu tych książek, chciałbym tego więcej. Ale one się kończą i to kończą szybciej, niż bym chciał. Z jednej strony zachwycają, z drugiej pozostawiają czytelnika w poczuciu ogromnego niedosytu. Bo czemu nie poczytać o Futurze jeszcze jakichś 800 stron? W obu wydaniach, byłaby to chwila.

Jestem przekonany, że obie te książki wnoszą bardzo wiele dla wszystkich swoich czytelników. Samemu nie projektując, nie bardzo potrafię oczywiście odnieść się do tego, jak będą wpływać na warsztatowy rozwój zawodowych projektantów. Gdybym miał zgadywać, uznałbym że The Typeface może odcisnąć się mocniej – ilość wizualnych materiałów źródłowych jest tam ogromna, zarówno na poziomie mikro- jak i makrotypografii. Na ile zdążyłem się też zorientować, nie są to reprodukcje oczywiste.

Jednocześnie ogromną zaletą Wystrzegaj się Futury jest jej odniesienie do współczesności i pokazanie, jak wiele do zaoferowania mają klasyczne kroje i klasyczna typografia we współczesnym świecie. Zachwyca także wizualna forma i fantastyczny układ typograficzny całości. Wkrótce na profilu podrzucę pewnie kilka fotek. Szkoda tylko, że na swojej stronie Karakter nie pokazuje wnętrza i kilku chociażby rozkładówek, bo one są zachwycające – co prawda są na amazonie, ale to są pojedyncze strony, a tutaj trzeba patrzeć na całość.

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *