„Ciemne typki”, czyli o designie prawie niewidzialnym

Ciemne typki. Sekretne życie znaków typograficznych

Zacznę może od wyznania, że kocham książki d2d.pl – w czasach kindli i innych ustrojstw do czytania, wydają oni książki nie tylko wartościowe, ale także cudownie wyglądające (i super składają dla innych jeszcze). W zasadzie to czekam na każdą ichniejszą publikację, aby doświadczyć książki i (za każdym razem na nowo!) zachwycić się pięknem, proporcją, fakturą, spójnością czy subtelnością kontrapunktu. A to wszystko dotyczy tylko strony wizualnej! Nie wspominałem jeszcze o merytorycznej stronie rzeczy stamtąd wychodzących. Jasne jest więc, że na kolejne publikacje wyczekuję. Na Ciemne typki. Sekretne życie znaków typograficznych Keitha Houstona wręcz wyczekiwałem.

Ciemne typki to nieco ponad 300 stron opowieści o wyjątkowej sile przekazu kulturowego, opowieści, która pokazuje jak bardzo mocno związani jesteśmy z dziedzictwem Greków i Rzymian. Książka Keitha Houstona to 11 krótkich tekstów (tylko 11, chciałoby się napisać) o znakach typograficznych. Możecie więc poczytać o znaku akapitu (tego, którego znacie z Worda po włączeniu opcji „pokaż wszystkie znaki”), kratce (#), etce (&), małpie (@), asterysku i obeliksie (*), dywizie i kresce, rączce (takiej jaką pamiętacie z mapy w Hobbicie), cudzysłowie oraz dwóch nieco rzadszych: interrobangu (odpowiednik takie zestawu ?!) i znaku ironii i sarkazmu.

Teoretycznie jest to książka o typografii, tak przynajmniej stoi w tytule. Nie jest to jednak typowa książka typograficzna, a raczej zbiór historyjek i esejów, które mimo że są okołotypograficzne, to stanowią raczej bardzo udane przypomnienie, że typografia jako taka istnieje, o czym (niestety) w codziennym życiu łatwo zapominamy. Z mojego punktu widzenia jest to także bardzo uniwersalna opowieść o obecności projektowania w życiu codziennym, o tym jak rzeczy na siebie wpływają i co z tego wynika oraz o tym, że nic nie jest nam dane na stałe i że zawsze było coś wcześniej. Na przykład kiedyś pisano tak:

AGDYBYNADALPISAĆTEKSTYTAKJAKKIEDYŚBYŁYPISANEBO
KTOPOWIEDZIAŁŻEPOTRZEBNESĄZNAKIINTERPUNKCYJNEC
ZYMJESTINTERPUNKCJACHCIAŁOBYSIĘZAPYTAĆALEDOKŁA
DNIETAKBYŁONAPOCZĄTKUNIEOZNACZANOWŻADENSPOSÓBK
OŃCAWYRAZUCZYZDANIAPOZOSTAWIAJĄCTĘCZYNNOŚĆCZYT
AJĄCEMUKAŻDYCZYTAJĄCYMÓGŁWIĘCTEKSTZINTERPRETOW
AĆPOSWOJEMUOZNACZAJĄCSOBIEMIEJSCANAZACZERPNIĘC
IEODDECHUCZYKOŃCAMYŚLI

W sumie, można i tak, ale specjalnie wygodne w czytaniu to nie jest. Zaczęto więc zastanawiać się nad wprowadzeniem rozwiązania, które miało naprawić ten problem. Dionizujsz Trak tak o tym pisał:

Są trzy znaki przestankowe: pełny [górna kropka], średni [środkowa kropka] i podrzędny [dolna kropka]. Pełny znak oznacza koniec sensu, średni pokazuje, gdzie czytelnik może wziąć oddech, a podrzędnego używa się, gdy sens nie jest jeszcze dopełniony, ale czegoś brak. Jaka jest różnica pomiędzy pełnym a podporządkowanym? Dotyczy ona czasu trwania; w przypadku pełnego przerwa jest długa, podczas gdy dla podrzędnego zawsze krótka.

A dalej Houston pisze:

Tak zwane średnia, podrzędna i pełna kropka oznaczały odpowiednio krótką, średnią i długą pauzę, a umieszczano je po odnośnych całostkach retorycznych nazywanych komma, kolon i periodos. Choć znana dziś wizualna postać tych znaków kształtowała się przez stulecia, ich nazwy w języku angielskim nie są tek odległe od przytoczonych greckich określeń: comma, colon i period. W odróżnieniu od współczesnej interpunkcji, która służy w znacznej mierze celom semantycznym, uściślaniu znaczenia słów, kropki Arystofanesa miały być wyłącznie pomocą w głośnym czytaniu; distinctiones dodwane były już po napisaniu całego tekstu, a wstawiała je osoba przygotowująca się do publicznego odczytywania utworu.

No i w taki sposób toczy się narracja w tej książce. Czytelnik czuje się, jak na wycieczce z przewodnikiem – dostajemy bardzo konkretny przekaz, którego sami nie bylibyśmy w stanie uchwycić. Sporo z tego co pokazuje Houston pewnie wiecie, ale – o ile nie jesteście specjalistami – będą to raczej jakieś odległe echa oryginału. Tutaj dostaniecie to razem z najcenniejszą rzeczą – powiązaniem z innymi historiami. Jak wspominałem na początku, całość robi wrażenie nie tylko z powodu erudycji Houtona, ale przede wszystkim uświadomieniem sobie stopnia przeplatania się ze sobą różnych wymiarów kultury – zarówno materialnej jak i duchowej. Biblia, Homer, Cyceron, Marek Aureliusz, średniowieczni skrybowie, Gutenberg, Shakespeare… to wszystko tworzy wyjątkowy ciąg, taką kulturową sztafetę. To wszystko jest ze sobą tak cudownie powiązane, że odczuwa się to prawie jak dotknięcie Absolutu. Ciemne typki? Raczej cisi bogowie…

Jednak Absolut nie jest ideałem i nie ma monopolu na sprawdzone pomysły, o czym może świadczyć historia dwóch znaków: interrobangu i znaku ironii i sarkazmu. Środowisko od lat – od kilkuset lat – próbuje coś z nimi zrobić. Raz rozpoznaje potrzebę ich wprowadzenia, potem jednak odpuszcza. Ale po jakimś czasie, ktoś znowu próbuje. Z punktu widzenia projektowania, jest to świetna historia: czy potrzeba funkcjonowana takiego znaku jest realna? A może to tylko wymysł? Pomyślcie chwilę np. o znaku ironii. Czy oznaczanie ironii w tekście nie jest wypaczeniem jej bazowej idei? No bo w końcu, jeśli ktoś nie rozumie ironii to albo on, albo autor ma problem… Czy wprowadzenie znaku ten problem rozwiąże? Zdania będą podzielone. Jeśli mogę dorzucić coś od siebie, to pamiętam, że po przeczytaniu rozdziału o ironii właśnie byłem radykalnie przeciwny takiemu znakowi, właśnie jako odejściu od idei i przesłania. Ironia nie jest wszak dla wszystkich. Ale dosłownie 2 dni później trafiłem na FB na komentarz jednego ze swoich znajomych. Komentarz dotyczył bieżącej sytuacji politycznej i był dla mnie zaskakujący, bo nie podejrzewałem tej osoby o takie poglądy. Nauczony jednak doświadczeniem uznałem, że może po prostu tak ma i tyle. Później okazało się, że nie byłem jedyny, bo inne osoby też miały podobne odczucia. No i wtedy przypomniałem sobie swoją „stanowczość” co do znaku ironii/sarkazmu i już nie byłem taki przekonany, co do słuszności swojego poglądu 🙂

Do tej pory wspominałem bardziej o kontekście sensu/znaczenia/wykorzystania danego znaku. Houston pokazuje jednak, jak na znak wpływa czysto fizyczny kontekst użycia, to czym się pisze, gdzie się pisze, jak się pisze. Ten fizyczny wymiar projektowania znaku jest również porywający – jak będzie on wyglądał, jak będzie drukowany, gdzie będzie umieszczony. To także okazja do opowiedzenia pasjonujących historii o rozwoju drukarstwa i składu (pewnie i tak źle to nazwałem) – dziedzin tak bardzo niedocenianych, że aż żal. Ja miałem szczęście współpracy z osobami, które typografią się zajmowały lub nadal zajmują (i to jako swoja główna działalność) i – mimo że nic na ten temat nie wiem – to jednak zaczynam uświadamiać sobie istnienie takiego obszaru.

Jeśli kiedyś będziecie w Cieszynie to koniecznie zajrzyjcie do Muzeum Drukarstwa, gdzie będziecie mogli doświadczyć chociaż cząstki tego, o czym wspomina Houston, posłuchać jak działa linotyp i monotyp, zobaczyć jak ręcznie składa(ło) się tekst. To taki świat, który odchodzi w przeszłość. Media cyfrowe powodują, że o całym procesie myśli się zupełnie inaczej, a i projektowanie krojów jest teraz innym zajęciem niż kiedyś.

***

Napisanie, że jest to książka dla każdego, byłoby chyba nadużyciem. Nie jest dla każdego w tym sensie, że zakłada jakiś stopień zainteresowania kulturą (zainteresowania, niekoniecznie wiedzy!) Nie jest to jednak książka specjalistyczna, w takim sensie, że nie wymaga od czytelnika wiedzy z zakresu typografii czy projektowania. Jest specjalistyczna jednakowoż, bo wiedza i horyzonty Houstona są wręcz porażające. To jest książka o pasji i umiłowaniu swojej dziedziny. To jest książka, która przy czytaniu dawkuje ból, bo wiemy że każda strona przybliża nas do końca, a wcale nie chcemy żeby ten koniec już nadszedł…

Cyrano de Bergerac pisząc (jak Christian) list do Roksany pisał tak (cytuję z pamięci tłumaczenie Konopnickiej)

Gdyby pocałunki można słać słowami, czytałabyś o Pani ten mój list ustami

I dokładnie taka jest ta książka. Przeczytajcie konieczne! Ciemne typki rulez!

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *