A propos UX

Jestem w trakcie czytania – zresztą od dość dawna – Measuring the User Experience: Collecting, Analyzing, and Presenting Usability Metrics. Książka sympatyczna, chyba pierwsza która odnosi się do metod ilościowych, statystyki itp. którą mam ochotę przeczytać do końca. Ale nie o tym chciałem napisać.

Podstawowy problem jaki mam z tą książką, to jej tytuł, a właściwie jego niedotrzymanie. A właściwie to nawet nie tyle niedotrzymanie, co swego rodzaju wewnętrzna sprzeczność. Bo z jednej strony wielkimi literami mamy napisany główny tytuł (Measuring the User Experience) i człowiek się cieszy, że znalazł jakiś kamień filozoficzny, który powie mu jak dobrze mierzyć niemierzalne, a z drugiej strony – po chwili okazuje się, że to UX jest sprowadzone do zagadnień użyteczności. No a przecież użyteczność i user experience to dwie zupełnie różne rzeczy. Mam wrażenie, że UX stał się wytrychem do sprzedawania różnych rzeczy, które w jakimś momencie straciły blask nowości/świeżości czy jak to sobie tam nazwiemy. Taką rzeczą jest użyteczność właśnie. Przedsiębiorstwa już ją zdyskonowały, wiedzą jak z niej korzystać (inna rzecz, że nadal niewiele chce to robić), została więc odarta z magii.

UX jest ciągle świeży i patrząc co się w jego kontekście wypisuje – przez jakiś czas świeży pozostanie, przynajmniej na poziomie koncepcji. Zachodzi jedynie obawa, że jeśli szerzej będzie prezentowany z perspektywy użyteczności, to ostatecznie tak zostanie zaklasyfikowany, co będzie wielką stratą dla Klientów (którzy będą dostawać użyteczność a nie experience) oraz dla tych konsultantów/praktyków, którzy rozumieją o co w tym wszystkim chodzi. Na amazonie coraz więcej pojawia się książek o UX, ale aż się boję do nich zaglądać, bo w każdej z nich czai się (zapewne) użyteczność i porady jak dobrze zbudować serwis internetowy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *